Czwartek, 18 kwietnia 2024

imieniny: Apoloniusza, Bogusławy, Gościsława

RSS

11.02.2024 07:21 | 17 komentarzy | Katarzyna Barczyńska-Łukasik

Ostatnio w całej Polsce dyskutuje się o potrzebie zadawania prac domowych w szkole. Minister edukacji nie widzi potrzeby ich praktykowania w klasach 1-3, natomiast w klasach 4-8 w szkołach podstawowych mają być nieobowiązkowe i nie mogą podlegać ocenie.  W szkołach średnich sytuacja jest bez zmian. Czy miejsce zadań domowych ma być w przysłowiowym śmietniku? 

Zadania domowe do śmietnika?
Spór o zadania domowe to w istocie dyskusja o kształcie edukacji. Fot. pixabay
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W kwestii zadań domowych Polska podzieliła się na grupę zwolenników i przeciwników tego rozwiązania. Nikt nie neguje potrzeby utrwalenia umiejętności czy niezbędnych do ich wykonania treści. Wszak powtarzanie i wielokrotne wracanie do tego, czego się raz nauczyło, jest gwarancją sukcesu edukacyjnego i życiowego. Pytaniem jest tylko, czy osiągnie się to przez przymusowe zadania domowe.

Nauczyciele klas 1-3 - z którymi rozmawiałam na ten temat - mówią, że na tym etapie edukacyjnym nikt nie każe dzieciom robić zbyt wielu zadań. Zresztą uczą oni całościowo wszystkich przedmiotów, to mają nad tym kontrolę. Jednak nic się nie stanie, jak uczeń otrzyma krótkie zadanie: napisz 3 linijki, o swoich wymarzonych wakacjach lub jeszcze raz przeczytaj czytankę z podręcznika (to już zadanie, czy jeszcze nie). Można też wykonać jedną pracę plastyczną. Pedagodzy podkreślają tylko, że mają to być zadania krótkie i niepochłaniające całej masy czasu. Gros z nich i tak wykonuje się w szkole, podczas zajęć.

Tak naprawdę przysłowiowe schody zaczynają się w klasach 4-8. Wówczas jest już podział na przedmioty i – jak to się mówi – nauka zaczyna się na poważnie, albo kończy (to wersja pesymistyczna).  Dotychczasowa praktyka z zadaniami w roli głównej już się nie sprawdza. System, w którym do nauki można było zmusić, a opornych wyrzucano ze szkół średnich, dawno się skończył. Można wprawdzie zadać obowiązkowe zadanie domowe, ale od czego jest Chat GPT? Dzięki niemu wygenerowanie pracy nie jest żadnym problemem. Już teraz uczniowie niechętni do sumiennego odrabiania zadanych lekcji, korzystają z tej „pomocy” naukowej. Czasami nawet nie wiedzą, co znajduje się w ich zeszytach, bo przepisują bezmyślnie, to co wytworzył system.  Po co zatem zlecać zadania domowe? Niech każdy sam odpowie sobie na to pytanie.

Nauka czegokolwiek tylko wtedy ma sens, kiedy wynika z naturalnej potrzeby człowieka. Można wprawdzie zmuszać, straszyć, zadawać, wpisywać jedynki, przeprowadzać masę kartkówek i sprawdzianów, ale będzie to raczej z mizernym skutkiem. Zapyta ktoś, czy da się zainteresować uczniów czymkolwiek, przy tak przeładowanej podstawie programowej i wymaganiach egzaminacyjnych?  I coś w tym jest, bo przyjrzenie się jakiemuś zagadnieniu, problemowi, rozłożeniu go na czynniki pierwsze, aby zbadać, wymaga czasu i nie jest to jedna 45-minutowa lekcja. Wtedy zadaje się owe osławione „zadania”. Czy jednak przepisanie czegoś z podręcznika, internetu jest jakieś nadzwyczaj ciekawe, pożyteczne i rozwijające?

Zadania, czyli problemy do rozwiązania, przygotowanie argumentów do dyskusji czy oceny zjawisk społeczno-politycznych miały i nadal mają sens. Być może wykonanie tego podczas zajęć, przy pomocy nauczyciela przyniesie lepsze efekty. Inną sprawą jest to, czy w klasach o liczebności ok. 30 osób nauczyciel może pozwolić sobie na pracę indywidualną z uczniem i  wyjść z roli wykładowcy, a że wyjść powinien - jest bezdyskusyjne. 

Nauczyciele szkół średnich, z którymi rozmawiałam, w zadaniach domowych upatrują konieczność utrwalenia tego, czego podczas lekcji nie można zrobić z powodu… braku czasu. Pedagodzy podkreślają, że tematów do realizacji jest tak wiele, że pędzą z nimi, gdyż z tego są rozliczani.  Jeśli przyjmiemy, że w szkole średniej jest kilkanaście lekcji tygodniowo, to codzienne zadania do odrobienia mogą stać się prawdziwym koszmarem. Zwłaszcza jeśli wychodzi się z domu ok. 7:00, a wraca ok. 16:00, a bywa, że i później.

Z zadaniami (domowymi) wiąże się też dyskusja, czego mają dotyczyć. Jeśli są one powiązane z praktyką, tego, co dzieje się wokół człowieka, a nie polegają wyłącznie na przytaczaniu zazwyczaj nudnej dla młodych ludzi teorii - wówczas mają sens i mogą być ciekawe. Jednak to już debata na temat szerszej zmiany w polskim szkolnictwie, która prędzej czy później nastąpi.