Czwartek, 23 maja 2024

imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

RSS

Pańszczyzna w ludzkiej głowie, czyli po co nam wybory? [FELIETON]

14.04.2024 14:39 | 20 komentarzy | KaBa

Teza postawiona w tytule artykułu może wydawać się nieco kontrowersyjna. Jednak czy na pewno jest ona nieprawdziwa? Właśnie jesteśmy w trakcie wyłaniania władzy samorządowej i - sądząc po frekwencji - ludzi to nie interesuje, przynajmniej większości.

Pańszczyzna w ludzkiej głowie, czyli po co nam wybory?  [FELIETON]
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Pańszczyzna na ziemiach polskich została zniesiona w XIX wieku, chociaż w takiej Niedzicy, leżącej na malowniczym Spiszu, dopiero w latach 30. XX wieku. Chłopi pozbawieni byli prawa do elekcji, czyli wyboru króla w czasach Rzeczpospolitej szlacheckiej. W dużym skrócie nie byli obywatelami w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. A jak to jest teraz? Przecież pańszczyzny dawno nie ma. Owszem, ale mentalnie nie jest to już tak oczywiste. Wielu nie chce decydować o tym kto i jak rządzi, nie dlatego, że nie może, ale najzwyczajniej w świecie nie chce.

Przejdźmy do XXI wieku. Jak nasi mieszkańcy interesują się wyborami samorządowymi? Frekwencja na poziomie 43,72% chyba nie satysfakcjonuje nikogo. Jest gorzej niż w miastach sąsiednich: Rybnik – 49,39%, Wodzisław Śląski – 47,50%, Żory – 45,04%, Cieszyn – 50,65%. Mało tego, jest jeszcze gorzej, niż w ostatnich wyborach samorządowych (2018r.), kiedy w jastrzębskim głosowaniu wzięło udział 49,47%.  Zresztą, tak prawdę mówiąc, żaden z tych wyników nie wystawia najlepszego świadectwa obywatelom.

To szokujące, że nawet połowę dorosłych jastrzębian nie interesuje, kto będzie sprawował władze w mieście. A przecież to prezydent wraz z radnymi decydują, na jakie cele przeznaczyć pieniądze z naszych podatków. To od nich, a nie premiera lub ministra, zależą remonty, inwestycje czy inne przedsięwzięcia realizowane w gminie. Sama idea podatków wzbudza u niektórych wstręt, bo zabierają nam część naszych ciężko zarobionych pieniędzy. Tym bardziej dziwi, że ludziom jest wszystko jedno, kto i w jaki sposób wykorzysta te środki.

Kiedyś, dawno temu, głosowanie było przywilejem nielicznych. Wyłącznie ci szlachetnie urodzeni mogli wybrać sobie króla, a nawet stawiać mu warunki i żądania. Reszta społeczeństwa, czyli głównie chłopi pańszczyźniani, nie mieli prawa głosu. Zresztą świadomości politycznej też byli pozbawieni. Ich zadaniem było pracować i nie protestować. Warto postawić pytanie, czy my – ludzie XXI wieku – dojrzeliśmy do decydowania o sobie? Czy wiemy, co oznacza tak naprawdę być obywatelem? A może wystarcza nam rola chłopa pańszczyźnianego, którego można zadowolić byle rzuconym ochłapem. Już nie wiadomo co lepsze – być pozbawionym prawa głosu, głosować za kiełbasę wyborczą czy w ogóle mieć wszystko gdzieś i dobrowolnie pozbawiać się tego jednego z najważniejszych praw. Skoro wybory samorządowe nie są nam do niczego potrzebne, to i pisać oraz czytać też nie musimy, bo niby po co?