środa, 26 czerwca 2024

imieniny: Jana, Pawła, Miromira

RSS

Istniało między nami pokrewieństwo dusz... Ksiądz Szywalski wspomina śp. ks. Mariana Żagana

30.07.2017 06:30 | 0 komentarzy | red

- Mogę go nawet nazwać przyjacielem, ale takim, na którego patrzy się jakby z dołu i to nie tylko dlatego, że był wyższy wzrostem, ale dlatego, że jego osoba budziła respekt - pisze ks. Jan Szywalski o zmarłym niedawno wieloletnim proboszczu parafii w Raciborzu-Markowicach.

Istniało między nami pokrewieństwo dusz... Ksiądz Szywalski wspomina śp. ks. Mariana Żagana
Śp. ks. Marian Żagan, ks. Jan Szywalski
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Sportowe zacięcie

Przede wszystkim kochał rower. Ja też, dlatego czasem wyjeżdżaliśmy razem. Ale zamęczał mnie swą kondycją! Zdarzało się, że na czeskich kopcach wyjechał szybkim sprintem w górę i czekał na mnie siedząc na kamieniu i ostentacyjnie czytając gazetę. Z Herbertem Pacharzyną wyjeżdżali dalej i częściej. Ten wspomina: „Wyjazdów było dużo; był okres, że 2 – 3 razy w miesiącu wyruszaliśmy w trasę, zawsze rano po mszy św. i wracaliśmy późnym popołudniem. Najczęściej nasze trasy prowadziły do Czech, drogi były dobre, ruch samochodowy niewielki, wspaniałe widoki. (…) Staraliśmy się, aby nasze trasy mieściły się w granicach 110 – 130 km i ograniczały się do jednego dnia. Raz jeden zrobiliśmy wyjątek i w trójkę (dołączył do nas Reiner Stawinoga) pojechaliśmy przez Bruntal, Karlową Studenkę na Pradziada (Praded 1491 m n.p.m.). Wspaniała trasa i satysfakcja, że stanęliśmy na najwyższym szczycie pasma Jesenik!”. To już nie było nic dla mnie.

Dalej: były narty. Nie, żeby był karkołomnym zjazdowcem, ale był to raczej spacer po przestrzeniach iskrzącego śniegu. Mam w pamięci wyprawę na Pradziada, albo małe wypady do Obory.

Starał się zapalić do zdrowego ruchu innych, bowiem „W zdrowym ciele zdrowy duch”, więc urządził w farskim sadzie kort tenisowy dostępny dla wszystkich, a w domu parafialnym fitnessstudio.

Umiłowanie przyrody

„Czy tu nie pięknie?” – rzekł, gdyśmy siedzieli na małym balkoniku jego emerytalnego mieszkanka i wskazał ręką na świerki, których prawie dało się dotknąć. Kochał góry, lasy, jeziora. Był chyba jedynym księdzem, który uczulał młode pokolenie na piękno przyrody. Rekolekcje szkolne kończyły się często u niego tym, że na zakończenie poświęcał sadzonki drzew i każde dziecko otrzymało jedno, aby je gdzieś u siebie posadzić. Uczulał sumienia wiernych, że niszczenie przyrody jest grzechem.