Niedziela, 5 maja 2024

imieniny: Ireny, Waldemara, Piusa

RSS

07.03.2024 22:01 | 2 komentarze | Katarzyna Barczyńska-Łukasik

Miała niewiele, bo 155 cm wzrostu, ważyła jakieś 63,5 kg, wiek 45-50 lat. Czy niezwykłość tej kobiety polegała na tym, że była rasy żółtej, a może parała się magią, może obawiano się, że była demonem, czarownicą nawet? Dość powiedzieć, że pochowano ją głową w kierunku ziemi, aby jej dusza czasem nie wróciła do żywych i nie wyssała z nich krwi. Żyła w średniowieczu, a ten był  pełen wiary w złe moce, wróżby, a nawet kontakty z zaświatami.

Czarownica, wiedźma, strzyga… po prostu kobieta
Rekonstrukcja twarzy wodzisławskiej czarownicy oraz jej szkielet. Fot. KaBa
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Kobiety fascynują, ale też przerażają

Mimo tego, że kobiety na przestrzeni wieków były pozbawione praw na rzecz podporządkowania mężczyznom, fascynowały i odgrywały dużą rolę w różnych kulturach. W średniowieczu to właśnie one często były posądzane o kontakty z ciemnymi mocami. Zyskały niesławne miano czarownic. U nas, na Śląsku jest jeszcze jedno określenie – strzyga. Szkielet kobiety, która uchodziła właśnie za takiego demona, odkopano w Wodzisławiu Śląskim na terenie, gdzie niegdyś istniał kościół św. Krzyża. 

Kobieta mogła być strzygą. Od antropologów dowiadujemy się, że te żywiły się ludzką krwią i miały dwie dusze. Tylko jedna umierała, druga natomiast wstawała z grobu i poszukiwała pożywienia. Najczęściej miała to być ludzka krew. To już wystarczająco, aby się bać. W miastach o średniowiecznym rodowodzie nie brakowało takich demonów.

Kim była kobieta? Czarownicą, a może strzygą?

Tajemnicza kobieta z Wodzisławia bywa określana jako czarownica. Jednak, co zastanawia, została pochowana w poświęconej ziemi, na cmentarzu przykościelnym. Więc jest to chyba określenie użyte z przesadą. Dożyła, jak na owe czasy, całkiem przyzwoitego wieku. Badania antropologów dowodzą, że była rasy żółtej, mongoloidalnej. I może w tym tkwi cała jej tajemnica? Nawet dzisiaj, człowiek o takich rysach twarzy wyróżnia się w naszym społeczeństwie, a co dopiero pół tysiąca lat temu.

Odkopany szkielet został poddany badaniom przez archeologów i antropologów. Naukowcy stwierdzili, że grób był wykopany szybko, niedbale. Pojawiły się nawet spekulacje, że kobieta była jeszcze żywa, kiedy wrzucano ją do wykopanego dołu w ziemi. To możliwe, ale pewności jednak nie ma. Patrząc na jej szkielet, nie zobaczymy kości stóp. Czy celowo je ucięto w momencie pochówku, a może grabarze po prostu przypadkowo pozbawili jej tej części ciała? Jednak kości stóp nie odnaleziono w okolicy grobu. Pytań jest dużo, co sprawia, że wszystko jest jeszcze bardziej interesujące i owiane mgłą tajemnicy.

Inność zaskakuje, ale też rodzi strach

Pewne jest to, że sama forma pochówku nie była standardowa. „Normalnych” ludzi tak wtedy nie grzebano. Wyobraźmy sobie tamte realia. W średniowiecznym mieście żyje kobieta – ma inny wygląd (rasy żółtej), inne rysy twarzy. Już to powoduje, że jest zauważalna. Wielu się jej obawia. Wszak to, co inne, obce, niezrozumiałe, budzi lęk, strach. A teraz wyobraźmy sobie, że z powodu jakiejś nieznanej wówczas epidemii w okolicy umierają noworodki, jest więcej niż zwykle zgonów. A może jeszcze inaczej – susza spowodowała, że są problemy z zapewnieniem wszystkim pożywienia lub wyschły studnie i nie ma wody. Pamiętajmy, że nie ma naukowców, którzy – jak dzisiaj – wyjaśnią powody tych wszystkich zdarzeń. Jednak ludzie muszą sobie jakoś tłumaczyć świat. Wówczas przypominają sobie, że wśród nich mieszka ktoś, kto się wyróżnia, kto jest inny, dziwny. I już mamy winnego tego wszystkiego.

To mogła być „nasza” kobieta z Wodzisławia. Nie wiemy, czy została wtrącona do grobu za życia, choć archeolodzy przekonują, że takie praktyki były stosowane. Jeśli nawet umarła z przyczyn naturalnych, tak bardzo się jej obawiano, że pochowano ją twarzą w kierunku ziemi. Dlaczego? Jeśli była strzygą, jej druga dusza mogła wyjść z grobu i wysysać ludzką krew.

Kobiety, czyli całe to zło…

W średniowiecznym społeczeństwie trudno było być innym. Można było spłonąć na stosie, zostać wygnanym z lokalnej społeczności lub – w najlepszym razie – naznaczonym i wytykanym palcem do końca życia. Kto mógł należeć do tej grupy ludzi? Wykaz takich osób jest „imponujący”. Wiodą w nim prym kobiety – czarownice, strzygi, uzdrowicielki, zielarki, prostytutki, konkubiny, cudzołożnice, stare i brzydkie kobiety albo też zbyt ładne, bo kuszące do grzechu. Na liście podejrzanych są też mężczyźni: alchemicy, uczeni, chorzy psychicznie, przybysze z innych plemion.

Historia jest przewrotna i może na tym polega jej niesamowitość. Kobieta rasy żółtej zapewne nie miała łatwego życia. Odmówiono jej prawa do należytego pochówku. Teraz jej kości znajdują się w muzeum, są cenną pozostałością dawnych czasów. Skłaniają do zadumy, refleksji, pobudzają do myślenia, do stawiania pytań. Wreszcie do powiedzenia, że każdy ma prawo do traktowania go z należytym szacunkiem, bo jest człowiekiem. Tylko tyle i aż tyle. A gdzie są kości tych, którzy postanowili odebrać jej to prawo? Czym zaistnieli ci, którzy tak ją potraktowali? Niczym, nic o nich nie wiemy.

Źródło do artykułu: Informacja Muzeum w Wodzisławiu Śląskim / Pałac Dietrichsteinów