Alkohol? Nie tylko on staje się źródłem uzależnień
Gdy mówimy o uzależnieniach, w pierwszej kolejności myślimy o alkoholu. Nie jest on jednak jedynym źródłem ludzkich dramatów. Uzależnić można się także od narkotyków, dopalaczy, pornografii oraz sprzętów elektronicznych, gier wideo, Internetu i wielu innych rzeczy. O tym co zrobić, gdy widzimy, że osoba nam bliska może mieć problem rozmawiamy z Barbarą Tlałką, psychologiem, certyfikowanym specjalistą psychoterapii uzależnień oraz lekarzem psychiatrą, Marcinem Urbańskim.
Jak wygląda pomoc?
Terapia indywidualna nie jest jedyną formą pomocy. Pacjent może trafić do szpitala na oddział dzienny, który różni się od zamkniętego tym, że wraca po południu lub wieczorem do domu. Spotkania odbywają się tam w grupach.
- Pacjenci na początku są przerażeni. „No ale jak to, ja w grupie będę musiał/a mówić o swoim problemie? Jak ja zostanę oceniony/a?”. Po tygodniu czy dwóch adaptacji w takiej grupie zmieniają zdanie. Mówią, że czują się jak wśród swoich. Dostają mnóstwo oparcia i zrozumienia. Umówmy się – nikt osoby uzależnionej nie zrozumie tak dobrze jak druga osoba uzależniona – mówi pan Marcin.
Warto również wspomnieć o tym, że jeśli okaże się, że na terapię grupową dostały się osoby, które się znają (są znajomymi lub członkami rodziny), po stwierdzeniu takiego faktu, zostają one przydzielone do innych grup. Wśród pacjentów ma panować komfort, że otoczeni są przez osoby, które na co dzień ich nie znają. A co w momencie, gdy para poznaje się na terapii? Zgodnie z etyką obie osoby zostają z niej wypisane, bo obie naruszają w tym przypadku zasady.
Związki i powiązania rodzinne czy znajomość to nie jedyny zakaz. Nie można też wchodzić w układy biznesowe, np. ktoś z lepszą sytuacją finansową zaczyna pomagać członkowi grupy, który ma gorszą sytuację finansową.
Mityngi a terapia – jaka jest różnica
Szukając różnych form wsparcia można natrafić także na mityngi. Czym różnią się one od spotkań terapeutycznych?
- Mityngi to grupy samopomocowe. Nie ma tam terapeuty uzależnień. To spotkania, które odbywają się np. przy parafiach lub Klubach Pacjenta. Bierze w nich udział grupa osób, która jest w procesie terapeutycznym, ale one same terapeutami nie są – wyjaśnia doktor Urbański. Zdarza się, że takie grupy organizują wydarzenia między sobą, np. wycieczki czy bale tematyczne bez używek.
- Warto również wspomnieć o Klubach Pacjenta które znajdują się w pobliskich miastach. Tam często są organizowane różne wyjazdy, prezentowane różne formy aktywności na trzeźwo - dodaje pani Barbara.
Uzależnienia nie da się całkowicie wyleczyć
Terapia odwykowa to nauka siebie. Nauczenie się rozpoznawania mechanizmów, które prowadzą do tego, że po raz kolejny sięgam, np. po alkohol.
- Prawda jest taka, że tego nigdy nie da się wyleczyć całkowicie. To nie jest choroba, na którą można otrzymać magiczną tabletkę. Tę chorobę można wyciszyć, ale nie wyleczyć. Postępy w leczeniu widać wtedy, gdy idziesz chodnikiem i widzisz pijanego pod sklepem i w tej osobie widzisz siebie – mówi pani Tlałka. - Świadomy pacjent, będzie potrafił pewne zachowania rozpoznawać i je blokować, w efekcie nie będzie sięgać po źródło swojego uzależnienia. Zawsze powtarzam, że uzależnienie to takie koło zębate. Ruszysz jedno, ruszysz wszystkie. My w pracy z pacjentem je zatrzymujemy, co nie znaczy, że ich nie ma – dodaje.
Świat nam życia nie ułatwia
Niestety, ale w sprzedaży mamy mnóstwo substancji, które źródło naszego problemu mają zastępować, np. bezalkoholowa wódka czy bezalkoholowe piwo czy wino. Dla dzieci dostępne są chociażby bezalkoholowe szampany.
- Oranżada, która wlana jest w butelkę, która kształtem już przypomina tą, która zawiera alkohol. Do tego mówienie, że to musi się pojawić na imprezie, bo bez tego imprezy nie ma – zaznacza pani Barbara. – Oswajanie dziecka z tym, że to jest normalne, że taka jest kultura, bez tego się nie da. Niektóre osoby, gdy słyszą, że odbędzie się grill ale bez alkoholu, to rezygnują z przyjścia, bo nie wyobrażają sobie grilla bez piwa. Tymczasem imprezy bez alkoholu są dużo lepsze, goście siedzą dużo dłużej i wykorzystują ten czas dużo bardziej konstruktywnie – dodaje.
- Nawiązują się czasem dość ostre wymiany zdań dotyczące szampanów dla dzieci. Ludzie nie rozróżniają nauki pewnych schematów, pewnych zachowań od zabawy czy picia oranżady. Jeszcze 10-15 lat temu, pierwsze upicie nastolatków było w okolicy 15-16 roku życia. W tej chwili 11 czy 12 latek trafia na izbę przyjęć, zatruty alkoholem, z kilkoma promilami we krwi – mówi doktor Urbański.
Pacjenci wchodzący w proces terapii pozbywają się wszystkiego co wygląda jak butelka piwa, nie kupują oranżad w puszkach, które przy otwarciu wydają charakterystyczny dźwięk pstryknięcia.
- To są wyzwalacze. Pacjenci pozbywają się bodźców, które mogą im przypominać kształt, zapach, smak. Lampka ostrzegawcza włącza mi się, gdy pacjent, który utrzymuje abstynencję od kilku lat mówi, że pojawiła się u niego chęć, żeby napić się piwa bezalkoholowego – mówi pan Marcin. – To jest szybka droga do tego, by pojawiło się alkoholowe – dodaje.