Niedziela, 28 lipca 2024

imieniny: Aidy, Innocentego, Marceli

RSS

Ulga mierzona schodami

29.01.2008 00:00
Kilkanaście lat ta drobna kobieta codziennie dźwigała swoją niepełnosprawną córkę przez dwa piętra kamienicy.

Kazimiera Małek napisała do nas list. Poprosiła, by tekst ukazał się w gazecie. W treści dziękowała urzędnikom z PCPR, Urzędu Miasta i MZB za pomoc w poprawie jej sytuacji życiowej.

To rzadkość. Czytelnicy z reguły zwracają się do nas, by na urzędnika ponarzekać. Postanowiliśmy, zamiast publikować same podziękowania, opisać szerzej historię kobiety.

Osiedliła się w Raciborzu na początku lat 80-tych. Tutaj urodziło się jej ośmioro dzieci. Dwoje niepełnosprawnych. Choć miała męża, z ich wychowaniem musiała sobie radzić sama. – Pochodzę z Małopolski. Charakter mam po ojcu. Uparty jest do dziś. Rodzice żyli z rolnictwa. Byłam najstarsza z dzieci, nauczona robić wszystko – podkreśla. Ciężko pracowała w raciborskiej cukrowni. – O, miliony wtedy zarabiałam. 8 czy nawet 9. Wypłata była dobra jak na tamte czasy – wspomina.

Kiedy na świat przyszła 15-letnia dziś Basia, lekarze mówili o niej, że zostanie kaleką, nie rozwinie się i nie będzie umiała mówić. – Była wcześniakiem. Ważyła równe 1000 gram – mówi matka. Dziewczynkę wpierw zanosiła do przedszkola specjalnego na Kozielską, nieopodal domu, a później do placówki na Ostrogu. – Póki mała była, to nie było źle. Ale jak wyrosła, to się ciężka zrobiła – przyznaje kobieta. Drobna matka kilka razy dziennie, dźwigała córkę ważącą ponad 30 kilogramów. – Na podwórko, później z powrotem na górę, a to do ubikacji na półpiętrze… To jest dziecko z paraliżem obustronnym. Ciężar jest jeszcze większy. A ja 30 schodów musiałam z nią pokonywać – twierdzi matka.

Wystarała się wspólnie z urzędnikami o zmianę mieszkania. Z kamienicy przy ulicy Mariańskiej do podobnej przy Spółdzielczej. Lokal wymagał remontu. – Od podłóg po sufity. Syn Robert mi je zrobił. Po nowoczesnemu – mówi z dumą mama. Tu nosi córkę tylko przez 8 schodów. Jak się z Mariańskiej wyprowadzała, to sąsiedzi mówili: „gdzie ty się pchasz?”. A w nowym miejscu cichusieńko. Tam słychać było ruch uliczny przez całą dobę. Tu drzewa można narąbać do pieca i nikomu nie przeszkadza. Jest znacznie lżej. W trzypokojowym mieszkaniu mieszka z pięciorgiem dzieci. Starsze już się usamodzielniły. – Córki są już mężatkami. Spodziewam się następnego ślubu – uśmiecha się kobieta.

Kazimiera Małek (w lutym skończy 50 lat) całe życie chodzi po urzędach, stara się o pomoc. – Nigdy nie jest łatwo, ale tu było inaczej. Pan Niewrzoł był na każdy mój telefon. Wszystko pozałatwiał – podkreśla z wdzięcznością.

Życie zmusiło mnie, by sobie radzić. Nieraz miałam dosyć wszystkiego, ale dalej jakoś to ciągnę – mówi. Żyje z zasiłków. – Przepisy nie pozwalają iść do pracy. Ja chętnie bym przerobiła te 8 godzin. O czym marzę? Żeby Basia umiała chodzić. Jeździłam z nią do Ligoty w Katowicach. Badania jej robili, wyniki są dobre.

Krystian Niewrzoł z PCPR:
Jesteśmy po to, by pomagać. Pani Kazimiera przychodziła do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, do Działu Pomocy Niepełnosprawnym. Szef zwrócił mi, prowadzącemu Punkt Interwencji Kryzysowej, uwagę na jej przypadek. Uznaliśmy, że najlepiej znaleźć jej inne mieszkanie, na parterze. Były różne lokalizacje, ale ta na Spółdzielczej najlepsza. „Naciskaliśmy” dopóki sprawy nie załatwiono pozytywnie. Życzliwi byli też inni urzędnicy – Barbara Kulasza z magistratu, Urszula Romanowska-Stanek z MZB. Pani Małek jest bardzo zaradna. Załatwiała co mogła sama. Byliśmy pomocni tam, gdzie sobie nie radziła.

Mariusz Weidner

  • Numer: 5 (824)
  • Data wydania: 29.01.08