Poniedziałek, 29 lipca 2024

imieniny: Marty, Olafa, Beatrycze

RSS

Urzędnicy zbierają dokumenty

18.08.2009 00:00
– Nie odpuścimy. Chodzi o nasze życie i zdrowie – zapowiadają mieszkańcy os. Piastów. W minionym tygodniu odbyło się  kolejne spotkanie w sprawie stacji bazowej telefonii komórkowej, która pojawiła się na budynku byłego żłobka.

Kilkuset mieszkańców os. Piastów walczy o likwidację stacji bazowej telefonii komórkowej, która pojawiła się na budynku byłego żłobka. – Zawiódł nas pan panie prezydencie. Obiecał pan, że w ciągu dwóch miesięcy sprawa będzie rozwiązana. A wciąż jesteśmy w punkcie wyjścia – żalą się przedstawiciele lokatorów, z którymi 13 sierpnia spotkał się  Mieczysław Kieca.

Na postawienie masztu zgodzili się prywatni właściciele obiektu. Prezydent wydał decyzję lokalizacyjną, starosta pozwolenie na budowę. Inwestycję wstrzymano, bo na stację nie chcieli się zgodzić mieszkańcy okolicznych bloków. Zresztą ich protest pokazał, że w czasie realizacji  inwestycji doszło do błędów. Na przykład przez miesiąc wznoszono maszt i montowano urządzenia, choć firma nie posiadała dziennika budowy. Odebrano go ze starostwa dopiero 25 czerwca, a więc w dniu wstrzymania inwestycji. Pisała o tym także nasza gazeta w numerze z 30 czerwca. Zarówno starosta jak prezydent zobowiązali się sprawą zająć. Na razie jednak trwa wymiana pism pomiędzy urzędami a firmą Polkomtel, do której należy maszt. Ludzie mają żal, że sprawa się ciągnie.

– Można to było zatrzymać na etapie procesu decyzyjnego. Skoro urzędnicy we wniosku mieli napisane, że inwestycja będzie się składała z kontenera, dachu i masztu, dlaczego nie spytali co na tym maszcie będzie? Wystarczyło trochę dobrej woli – mówi Karol Hojka z komitetu protestacyjnego.

Na cofnięcie decyzji jest już za późno. Prezydent Mieczysław Kieca zbiera jednak dokumentację, aby mimo wszystko ją uchylić i nie narazić się przy okazji na odwołania inwestora do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, co tylko wydłuży całą sprawę.

– Niestety nie ma czegoś takiego jak wstrzymanie decyzji lokalizacyjnej, co by rozwiązało problem. Zbieramy więc jak najwięcej informacji, aby podeprzeć się nimi przy cofnięciu decyzji. Poprosiliśmy zewnętrzną firmę o zrobienie opinii urbanistycznej. Musimy mieć takie dokumenty na wypadek, gdyby inwestor chciał się sądzić – tłumaczy Mieczysław Kieca.

Mieszkańcy muszą więc czekać na kolejne ruchy urzędników.

– Nie odpuścimy. Chodzi o nasze życie i zdrowie – mówią zgodnie.

(j.sp)

  • Numer: 33 (498)
  • Data wydania: 18.08.09