Niedziela, 28 lipca 2024

imieniny: Aidy, Innocentego, Marceli

RSS

Wyrzucili na bruk i straszą sądem

14.10.2008 00:00
Sylwia Rosół przez kilka tygodni remontowała swoje mieszkanie. Dodatkowo spłacała nie swoje zadłużenie. Po dwóch latach przypomniał sobie o niej Miejski Zarząd Budynków. Okazało się, że jej lokal jest mieszkaniem socjalnym. Kobieta została na bruku z niespłaconym długiem po głównym najemcy. – MZB nie wie, co się dzieje w kamienicy. Niektóre mieszkania stoją puste od lat – mówi Stanisław Galik, sąsiad pani Sylwii (na zdjęciu).

Ważne, że się płaci

Czy roszczenia MZB względem kobiety są uzasadnione?

Miejski Zarząd Budynków po dwóch latach przypomniał sobie o jednej z lokatorek, która za przyzwoleniem urzędników nielegalnie zajęła mieszkanie. Przez ten czas kobieta spłacała zadłużenie po głównym lokatorze oraz regularnie płaciła czynsz. Teraz MZB chce, aby spłaciła zadłużenie do końca i opuściła lokal.

Jesienią 2006 roku pani Sylwia Rosół zmuszona została do przeprowadzki. Dom, w którym mieszkała do tej pory, został sprzedany. W ciągu dwóch tygodni musiała sobie znaleźć nowe mieszkanie. Pomoc zaoferował jej Mirosław D., który posiadał mieszkanie w kamienicy przy ulicy Rybnickiej 27. Kobieta otrzymała klucze i po obejrzeniu lokalu zdecydowała się podpisać z D. umowę. – Chciałam, aby wszystko odbyło się legalnie. Dlatego następnego dnia stawiłam się w Miejskim Zarządzie Budynku, by poinformować o chęci zajęcia mieszkania – wspomina pani Sylwia.

Tu historia pani Rosół z mieszkaniem przy ulicy Rybnickiej powinna się urwać, bo urzędnik MZB powinien ją poinformować, że chodzi o mieszkanie socjalne i ewentualne podnajęcie jest niezgodne z prawem. Nikt tego jednak nie zrobił. Mirosław D. miał problemy z płaceniem regularnego czynszu. Podczas wspomnianej wizyty w MZB zadeklarował spłatę zadłużenia w wysokości ok. 1200 zł, nigdy tego jednak nie zrobił. Kilka tygodni później wyjechał za granice i słuch po nim zaginął.

Płaciła na czas

Czynsz nie był wysoki, więc pani Sylwia postanowiła spłacić zadłużenie w kilku ratach, jak sama mówi – dla  świętego spokoju. – Doprowadziłam to mieszkanie do stanu używalności, wymieniając instalacje elektryczną, wodną, ściekową, pomalowałam również ściany, okna i drzwi. Nie wiedziałam, że to jest mieszkanie socjalne. D. nie informował mnie o tym. Myślałam, że to jego własność – wspomina.

Przez dwa lata pani Sylwia płaciła czynsz oraz spłacała zadłużenie głównego lokatora. Wszystkie rozliczenia przychodziły na jej imię i nazwisko. To dowód na to, że MZB wiedziało, kto przebywa w lokalu przy Rybnickiej 27. Choć trudno w to uwierzyć, o tym, że zajmuje mieszkanie socjalne dowiedziała się dopiero po dwóch latach, odbierając w maju pismo nakazujące jej natychmiastowe opuszczenie lokalu w terminie siedmiu dni. Razem z nim otrzymała wezwanie do zapłaty pozostałego zadłużenia głównego lokatora oraz jego odsetek, co łącznie daje kwotę prawie 900 zł. – Z moimi zarobkami nigdy nie otrzymałabym mieszkania socjalnego, dlatego też nigdy się o takie nie starałam. Pismo z urzędu było dla mnie prawdziwym szokiem. Poprosiłam o wydłużenie terminu opuszczenia lokalu – mówi Sylwia Rosół. Magistrat przychylił się do jej prośby, wyznaczając termin na koniec września.

Obecnie kobieta jest w trakcie przeprowadzki. Tym razem wynajmuje mieszkanie od rzeczywistego właściciela lokalu. – Nie wiem jednak ,co mam zrobić ze sprzętami, które zostawił Mirosław D. oraz z licznikami, które są rozliczane na jego nazwisko. Pozostał mi również do spłacenia dług w MZB – mówi pani Sylwia.

Dobra sąsiadka

Mieszkańcy kamienicy są zaskoczeni nakazem opuszczenia mieszkania, który dostała pani Syliwa. – Nie wiem, dlaczego MZB żąda od niej pieniędzy, skoro dług jest kogoś innego. W naszej kamienicy są trzy mieszkania, które od lat stoją puste. Mam wrażenie, że MZB nie wie, co się dzieje w jego zasobach – mówi Stanisław Galik, jeden z mieszkańców. Stanisław Borówka, dyrektor MZB tłumaczy, że urzędnicy nie mają obowiązku informowania o tym, że dany lokal jest lokalem socjalnym.

– Tak naprawdę nie wiemy jaki istnieje związek pomiędzy tą panią a głównym lokatorem. Choć możemy jedynie spekulować, z punktu widzenia urzędnika nie można wykluczyć, że ci państwo mieszkali ze sobą przez jakiś czas. Dla MZB nie jest ważne, kto płaci czynsz, bo czasem ktoś płaci z upoważnienia. Ważne, że pieniądze wpływają na konto. Reagujemy na każdą informację o podnajmie, jednak na to trzeba mieć dowody. W tym przypadku istotne jest, że ta pani, mimo wszystko, przez dwa lata mieszkała w tym mieszkaniu, dlatego to ona powinna spłacić owe zadłużenie. O tym, czy nasze roszczenia względem niej są uzasadnione, rozstrzygnie sąd, bo tylko tam widzę możliwość rozwiązania tego sporu –mówi Borówka.

Janusz Tarasiewicz, pełnomocnik Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców w województwie śląskim
W tym przypadku mamy do czynienia z typowym błędem urzędnika. Nie powinno być żadnej korespondencji pomiędzy tą panią a mieszkaniówką. Powinna otrzymać możliwie jak najszybciej list informujący ją o tym, że pobyt w lokalu jest niezgodny z prawem. Ta pani w tym przypadku nie jest żadną ze stron i dziwię się, że żąda się od niej dziś jakiś pieniędzy. Z praktyki wiem, że w innych miastach takie osoby są od ręki informowane o braku możliwości podnajmu. Osobie, która wynajmuje komuś lokal jej przydzielony, cofa się decyzję, stwierdzając, że mieszkanie nie jest jej po prostu potrzebne.

Adrian Czarnota

  • Numer: 42 (861)
  • Data wydania: 14.10.08