Niedziela, 28 lipca 2024

imieniny: Aidy, Innocentego, Marceli

RSS

Poszli za ostro

21.06.2005 00:00
Zaraz jak w świat poszła informacja, że magistrat chce wprowadzić tablice z niemiecką nazwą „Ratibor”, okazało się, iż można sobie na tym poparzyć palce. „Poszliśmy za ostro” – przyznaje dziś prezydent J. Osuchowski. O niemieckich nazwach nie chce już słyszeć.
Wprowadzanie nazewnictwa w języku niemieckim umożliwia przyjęta w tym roku ustawa o mniejszościach narodowych. Wedle jej zapisów, jeśli Niemcy stanowią minimum 20 proc. ogółu mieszkańców gminy (tak jest np. w Krzanowicach), wówczas wystarczy jedynie wpis niemieckich nazw do rejestru. Jeśli odsetek ten jest mniejszy, wtedy trzeba przeprowadzić konsultacje społeczne w trybie ustalonym przez radnych. Na niemieckie nazwy musiałaby wyrazić zgodę ponad połowa biorących w nich udział. Taka procedura byłaby niezbędna w Raciborzu. Wedle narodowego spisu sprzed trzech lat, w stolicy powiatu mieszka około 2,2 tys. Niemców (3,72 proc ogółu mieszkańców).

Na żadne konsultacje się jednak nie zanosi, choć do magistratu wpłynęło pismo Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców w tej sprawie. Mniejszość stoi na stanowisku, że wprowadzenie niemieckiej nazwy miejscowości i ulic byłoby pożądane, bo Racibórz to miasto wielu kultur, odwiedzane przez niemieckich turystów, dla których podwójne tablice byłyby atrakcją, a dla przedwojennej emigracji dodatkowo ułatwieniem w zwiedzaniu swojego rodzinnego gniazda. Rozmowy podjął wiceprezydent Mirosław Szypowski. W komunikacie poinformowano nawet media, że: „na 2006 r. Urząd Miasta poczyni starania o środki pozabudżetowe na wystawienie na obrzeżach naszego miasta tablic dwujęzycznych”. Rozpętała się burza.

To było niepotrzebne – mówi dziś prezydent Jan Osuchowski. Nie ukrywa, że jego podwładny poszedł trochę za daleko. To drażni zbyt wiele osób. Na niemieckie nazwy jest chyba za wcześnie - dodaje. Prezydenta zaczepiło wielu mieszkańców. Dostał też kilka listów. Większość rozmówców głowy miasta była przeciw. Dziś prezydent zapewnia, że z jego strony nie należy oczekiwać żadnej inicjatywy do radnych w sprawie przeprowadzenia konsultacji.

Radni o niemieckich nazwach nie dyskutowali. Mniejszość nie ma wśród nich swojego reprezentanta. Na ostatniej sesji nie przeforsowała swojej wersji niemieckiego napisu na pomniku Eichendorffa, który ma stanąć w Brzeziu. Rada nie zgodziła się na umieszczenie w treści niemieckiej nazwy obecnej dzielnicy Raciborza (Hohenbirken). Trudno sądzić, by w tej sytuacji zechcieli zajmować się organizacją konsultacji.

W sondzie, jaką przeprowadziliśmy wśród mieszkańców Raciborza dominowały skrajnie różne opinie. Jedni nie mieli nic przeciwko nazwie „Ratibor” na rogatkach, uważając, że w Europie bez granic nie powinno to budzić żadnych emocji. Inni wyrażali swoje oburzenie, twierdząc, że są ważniejsze sprawy niż gesty w stronę mniejszości, tym bardziej, że umieszczenie tablic to niemały koszt dla miasta (w rzeczywistości, według ustawy o mniejszościach, poniósłby je budżet państwa). Wskazywano też, że dla licznej w Niemczech Polonii tamtejsze władze nie mają zamiaru uczynić podobnych gestów. Nie słychać też o nich z miast na Ziemiach Odzyskanych, gdzie mniejszość niemiecka jest liczniej reprezentowana niż w Raciborzu.

Zdaniem historyków, z nazwą „Ratibor” sprawa jest oczywista. Tak przez wieki nazywał się Racibórz i jeśli byłaby społeczna wola, to napis tej treści może widnieć obok polskiej nazwy. Gorzej z ulicami i placami. Pl. Długosza to dawny Nowy Targ i pl. Św. Marcelego. Pl. Wolności miał za patrona zasłużonego raciborzanina Adolfa Polko, ale i nazistowskiego bojówkarza Horsta Wessela. Ulica Mickiewicza nazywała się dawniej Dworcowa, a na odcinku przy kościele farnym Kapitulna. Potem, już na całej długości, patronował jej wódz III Rzeszy Adolf Hitler.

G. Wawoczny
  • Numer: 25 (688)
  • Data wydania: 21.06.05