Niedziela, 28 lipca 2024

imieniny: Aidy, Innocentego, Marceli

RSS

Nie odejdą i basta

16.03.2004 00:00
Nic nie dały negocjacje byłego wójta Krzyżanowic Wilhelma Wolnika i wojewody śląskiego. Większość mieszkańców Nieboczów nie chce się wyprowadzać. Inwestycję mogłaby wesprzeć Unia Europejska, bo Polski na nią nie stać, ale na razie wizja wsparcia z Brukseli szybko odpływa. To stawia pod znakiem zapytania budowę zbiornika Racibórz w najbliższych latach
Wykup gruntów po cenach wskazanych przez rzeczoznawców wybranych przez samych mieszkańców i wybudowanie nowego kościoła, jeśli powstałaby nowa wioska dla nieboczowian - to oferta ze strony państwa, które chcąc przystąpić do budowy zbiornika „Racibórz” musi stać się właścicielem terenów we wsi Nieboczowy. By tak się stało dobrą wolę muszą wykazać jej mieszkańcy. Ci w większości, niestety, przeprowadzać się nie chcą. Forsują swój wariant społeczny, czyli korektę przebiegu obwałowań, które okalałyby wieś. Na jego realizację nie chce się zgodzić państwo, bo jest droższy a pojemność zbiornika byłaby mniejsza.

Z mieszkańcami najpierw próbował rozmawiać były poseł i wójt Krzyżanowic, obecny radny powiatowy Wilhelm Wolnik. Zorganizowano spotkanie, ale nic to nie dało. Wolnik usłyszał, że ma sobie budować zbiornik w Krzyżanowicach. Z dalszych pertraktacji zrezygnował. Po nim do Nieboczów pojechał sam wojewoda Lechosław Jarzębski. Też nic nie wskórał. Większość nieboczowian nie chce się wyprowadzać. W ankiecie, przeprowadzonej przez pracowników Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego, ponad 80 proc. mieszkańców opowiedziało się przeciw opuszczeniu swej wsi za odszkodowaniem.
   
Uzyskanie dofinansowania budowy zbiornika przeciwpowodziowego Racibórz Dolny z Unii Europejskiej jest mało realne wobec niezgody na przeprowadzkę - ocenia wojewoda (PAP). Warunkiem uzyskania unijnego wsparcia było
przesłanie do końca marca do Ministerstwa Środowiska i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska peł-nej dokumentacji dotyczącej inwestycji. Jest to niemożliwe, bo nadal nie ma decyzji lokalizacyjnej, której wójt gminy Lubomia nie może wydać ze względu na brak zgody mieszkańców Nieboczów na przesiedlenie.
   
Kłopoty z wykupem gruntów stawiają pod znakiem zapytania realizację inwestycji. Projektowany już od ponad stu lat zbiornik, teraz przy wsparciu Unii Europejskiej, miał w końcu szansę powstać. Uchroni przed powodzią cały górny i środkowy bieg Odry, takie miasta jak Racibórz, Opole i Wrocław. Nadodrzańskim samorządom bardzo więc zależy na tym obiekcie, którego budowa kosztować będzie grubo ponad pół miliarda złotych. W obecnym stanie nie wiadomo jednak co będzie dalej. Zbiornik miał być pierwszym polskim projektem wspartym przez Unię.
   
Przypomnijmy, że przygotowania do budowy zbiornika „Racibórz” zostały omówione, 2 lutego, podczas spotkania w Katowicach ministra środowiska, wojewody oraz samorządowców z nadodrzańskich gmin. Prace przygotowawcze idą zbyt wolno - uznali wówczas uczestnicy dyskusji, do której doszło z inicjatywy senatora Adama Graczyńskiego. Mam obawy co do przebiegu prac, pozwalających na rozpoczęcie budowy zbiornika. Przebieg spotkania moje obawy potwierdził. Należy do 30 kwietnia 2004 r. przygotować wniosek do Unii Europejskiej o finansowanie zbiornika oraz dokonać niezbędnych uzgodnień z mieszkańcami gminy Lubomia. Uzgodnienia przebiegają zbyt wolno, nieprofesjonalnie, bez właściwego nadzoru. Wobec impasu w trakcie spotkania zaproponowałem powołanie zespołu negocjacyjnego - składającego się z ekspertów z wielu dziedzin. Działalność zespołu winna ukończyć rozwiązywanie problemu do końca kwietnia 2004 r. - mówił wówczas senator.
   
Wojewoda śląski powołał zes-pół, który miał wykonać niezbędne uzgodnienia, ale jedynym efektem jego pracy jest ujawnienie kłopotów, jakie napotka państwo przy budowie zbiornika. Na pewno na tej sprawie zaciążyły błędy, popełnione w przeszłości. Możliwość pozyskania środków z Unii Europejskiej pojawiła się dopiero 1,5 miesiąca temu, od tej pory robiliśmy wszystko, żeby doszło do porozumienia. Niestety, nie udało się. Myślę, że jakiś następny wojewoda i tak przeprowadzi wywłaszczenie, a warunki finansowe będą znacznie mniej korzystne niż teraz, kiedy była nadzieja na pieniądze z Unii Europejskiej - komentuje dziś Lechosław Jarzębski

(PAP).
(waw)
  • Numer: 12 (622)
  • Data wydania: 16.03.04