Niedziela, 28 lipca 2024

imieniny: Aidy, Innocentego, Marceli

RSS

Raciborskie trojaczki

16.03.2004 00:00
 Po 1945 roku w Raciborzu trojaczki przyszły na świat zaledwie trzy razy. Mając na uwadze fakt, że są to bardzo rzadkie przypadki, postanowiliśmy dotrzeć do tych rodzin. Wszystkie mieszkają tutaj nadal.
Pierwszymi trojaczkami po wojnie, które urodziły się w Raciborzu byli Jerzy, Konrad i Józef Pawlikowie. Przyszli na świat 22 kwietnia 1950 roku. Niestety, Konrad zmarł w wieku 31 lat w 1981 roku. Jerzy i Józef pracują w Henklu. Do 21 roku życia mieszkali w Żerdzinach. Obecnie obaj mają mieszkania w Raciborzu. Józef i ja raczej nie jesteśmy do siebie podobni. Natomiast Konrad był do mnie podobny zarówno pod względem powierzchowności jak i charakteru, właściwie trudno nas było rozpoznać. Ale nie wykorzystywaliśmy tego podobieństwa - mówi z uśmiechem pan Jerzy. Z okresu, kiedy byli dziećmi zachowało się tylko jedno małe, bardzo złej jakości, zdjęcie.
 

Kolejne trojaczki urodziły się 21 sierpnia 1981 roku. Tym razem na świat przyszły dziewczynki, córeczki Janiny i Czesława Kuśnierzów z Raciborza. Danusia jako pierwsza o godz. 23.05, ważyła 1700 g, Halina o 23.07 (1600 g) i Kasia o 23.15 (2250 g). Na dwa tygodnie przed rozwiązaniem dowiedziałam się, że to prawdopodobnie ciąża bliźniacza. Dopiero podczas porodu okazało się, że to trojaczki! Byłam niesamowicie zaskoczona. Miałam sporo obaw, bo lata 80-te to były ciężkie czasy stanu wojennego. Na kartę ciąży przysługiwało zaledwie 10 pieluszek. W sklepach o wszystko było trudno, nie było ubranek, a jeśli już się pojawiły, dostawało się zaledwie po dwie pary. Dla męża to też był szok. Mieliśmy już dwie córki, starsza miała 3,5 roku, kiedy urodziły się dziewczynki. Spodziewaliśmy się raczej jednego dorodnego syna - wspomina Janina Kuśnierz. Dużą pomoc okazała mama pani Janiny, z którą mieszkali. Dzięki temu po trzech latach urlopu wychowawczego wróciła do pracy. W wieku niespełna 3 miesięcy, 20 listopada, Danusia zmarła na zapalenie płuc. Obecnie Halina i Kasia mają po 22 lata. Danusia z Halinką były do siebie podobne, Natomiast Kasia i Halina nie są zupełnie. Ich zainteresowania też się różnią. Halina skończyła ZSZ na kierunku kucharskim i LO dla dorosłych. Uwielbia gotować. To, można rzec, jej powołanie. Obecnie pracuje w restauracji. Kasia skończyła Liceum Ogólnokształcące Mistrzostwa Sportowego na kierunku informatycznym, następnie policealne Studium Medyczne na kierunku dietetyka. Kontynuuje naukę i w tym roku kończy Technikum Informatyczne w Centrum Kształcenia Ustawicznego. Córki są z sobą bardzo zżyte. Mają wspólne sekrety. Jedna z nich to typowa gospodyni domowa, drugą interesują sprawy biurowe i komputery. Kiedy my rodzice mieliśmy na to wpływ, ubierały się podobnie, teraz już nie - dodaje pani Janina.
 

Początek tego roku był wyjątkowo szczęśliwy również dla Marzeny i Jacka, rodziców kolejnych trojaczków - dziewczynek. Jessica, Natalia i Maria przyszły na świat 9 stycznia. Jessica jako pierwsza o godz. 10.37 (ważyła 1230 g przy długości 36 cm), Natalia druga o godz. 10.38 (1430 g, dł. 41 cm), trzecia była Marysia (1450 g, 39 cm). Noszą nazwisko Wielgus. Wiadomość o tym, że spodziewam się trojaczków, była dla mnie szokiem - oświadcza pani Marzena, mama 6-letniego Dominika. „Ciąża przebiegała bez komplikacji. Dziewczynki urodziły się w 36 tygodniu. Zaledwie dwie godziny spędziły w raciborskim szpitalu, po czym zostały inkubowane. Marysia została przewieziona do szpitala specjalistycznego w Jastrzębiu Zdroju, Natalia i Jessica - do szpitala w Zabrzu. Obecnie są już w Raciborzu, a stan ich zdrowia lekarze oceniają jako dobry. Przez pewien czas w opiece nad nimi będzie pomagała pani Marzenie położna. Również jej mama od pierwszego wejrzenia pokochała  maleństwa i chce ofiarować swą pomoc. Ogromnie się cieszę z narodzin córek. U mnie w rodzinie była wcześniej ciąża trojacza - pradziadek ze strony ojca był jednym z trojaczków. Podobnie jak Marzena, ja również mam prawie 3-letniego syna. Nam obojgu w poprzednich związkach nie ułożyło się. Teraz czujemy, że nareszcie trafiliśmy na tę właściwą osobę. Bardzo się kochamy. Podczas chrzcin dziewczynek chcemy wziąć ślub cywilny - zwierza się pan Jacek. Oboje nie mają pracy. Ostatnio ich problemy mieszkaniowe już się szczęśliwie rozwiązały, od miasta dostali nowo wyremontowane mieszkanie. Nadal jednak potrzebują pomocy w postaci wyposażenia mieszkania i wózka, który trzeba zrobić na zamówienie, co jest bardzo kosztowne.

Ewa Halewska

  • Numer: 12 (622)
  • Data wydania: 16.03.04