Sobota, 15 maja 2021

imieniny: Zofii, Nadziei, Berty

RSS

Jerzy Serednicki: Nie można się poddawać [WYWIAD]

15.04.2021 13:47 | 0 komentarzy | ska

Spółka Nowe Miasto mimo trudnej sytuacji związanej z pandemią i sporym zadłużeniem, ma konkretne plany na najbliższe miesiące. Nowy prezes – Jerzy Serednicki (związany ze spółką od 2010 roku) wziął sobie za cel wyprowadzenie Nowego Miasta na prostą oraz działania zmierzające do jeszcze lepszego wykorzystania mienia przedsiębiorstwa, czyli Parku Wodnego Aquarion, Amerykańskiego Parku Rozrywki Twinpigs i Muzeum Ognia.

Jerzy Serednicki: Nie można się poddawać [WYWIAD]
W planach na rok 2021 spółki Nowe Miasto w Żorach jest otwarcie od maja Amerykańskiego Parku Rozrywki Twinpigs.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Jerzy Serednicki: Nie można się poddawać [WYWIAD]

Red. Czy gdyby nie rządowe obostrzenia, sytuacja finansowa spółki na koniec 2020 roku mogłaby wyglądać lepiej?

Jerzy Serednicki. Restrykcje, jakie zostały wprowadzone w zeszłym roku, znacząco ograniczyły możliwości spółki. Mieliśmy pomysły na to, aby funkcjonować. Przez skrócenie sezonu nie odbyło się wiele imprez, szkoleń i konferencji. Zamknięto naszą działalność operacyjną w różnych zakresach i nie dotyczy to tylko Amerykańskiego Parku Rozrywki Twinpigs, ale także Parku Wodnego Aquarion, bo do pewnego momentu mogli z niego korzystać wszyscy, później tylko zawodnicy i nauka pływania, a od grudnia tylko członkowie narodowej kadry pływackiej. Dużym problemem był także zamknięty hotel i restauracja, a konkurencja na rynku w zakresie kateringu i jedzenia na dowóz jest bardzo duża. Najgorszą rzeczą, która ciąży na spółce jest zły PR, który być może jest wynikiem małej otwartości czy przejrzystości. Muszę natomiast podkreślić, że wszystkie działania, które podejmujemy służą poprawie sytuacji spółki. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, kiedy będziemy musieli zwalniać pracowników.

Czyli zatrudnienie w ubiegłym roku udało się zachować?

Obecnie spółka cały czas funkcjonuje w podstawowym trzonie zatrudnienia. Jest to 61 etatów i około 47 umów zleceń, zawieranych w zależności od potrzeby. Nie robiliśmy rewolucji ze zmianami stawek, a staraliśmy się wyłącznie przesuwać pracowników między działami, aby np. uzupełnić braki z umów zleceń, które trzeba było zawiesić. Tak funkcjonujemy do dzisiaj. Chwilę oddechu dała nam możliwość otwarcia basenu. Mogliśmy otworzyć basen, bo nie zaliczamy się do aquaparków. Prawnie funkcjonujemy jako kryte kąpielisko, bo w przepisach nie ma szczegółowego rozróżnienia na baseny czy aquaparki. Zmiany legislacyjne nie nadążyły nad rozwojem branży w ostatnich latach. Pełne otwarcie także nie trwało długo, bo do wprowadzenia marcowych obostrzeń. Niestety korzystanie z obiektu wyłącznie członków kadry narodowej nie pokrywa kosztów utrzymania obiektu, a musimy sami na siebie zapracować.

Czy w poprzednich latach Aquarion generował dochód?

Nasz basen jednak jest jednym z niewielu tego typu obiektów, które przynosiły w ostatnich latach czysty zysk netto. Z tym obiektem, szczególnie od strony technicznej, jestem związany od wielu lat, dlatego wiem, że frekwencja w minionych latach była wysoka. Przyjeżdżają do nas klienci z Rybnika i okolic, którzy w basenach na terenie swoich miejscowości nie mają wszystkich atrakcji w cenie jednego biletu. Przed pandemią mieliśmy średnio 1000 osób dziennie.

A co z Twinpigs, będzie otwarte w tym sezonie?

Przygotowujemy się do otwarcia sezonu w Amerykańskim Parku Rozrywki Twinpigs. Rozdzielamy zadania. Park będzie czynny (jeśli obostrzenia na to pozwolą) w maju i czerwcu w weekendy, a także liczymy na dobrą frekwencję w Majówkę i później w długi weekend związany ze Świętem Bożego Ciała. Nie wiemy jednak, co będzie z wycieczkami szkolnymi, które w ubiegłym roku zostały odwołane. Twinpigs w lipcu i sierpniu park będzie czynny przez cały tydzień, za wyjątkiem poniedziałków, które będą dniami technicznymi. Taki mamy plan, a jeśli się uda, chcemy przeciągnąć sezon nawet do października. Liczymy na to, że wielkie zapotrzebowanie ludzi na wyjście z domu i skorzystanie z szeroko pojętej rekreacji, będzie skutkowało dużą frekwencją. Dla nas jest ona oczywiście przychodem. Staramy się zorganizować sezon jak najmniejszymi nakładami inwestycyjnymi. Mamy także plany na organizację półkolonii, tym bardziej, że otwiera się przed nami możliwość opłaty bonem turystycznym.

Jak w takim razie wygląda obecna sytuacja z finansami spółki?

Na szczęście stabilnie. Oczywiście sytuacja ta nie jest dobra, bo ze względów ekonomicznych nie mogliśmy skorzystać z żadnej dotacji czy tarczy. Tarcza z PFR nie była dla nas dostępna ze względu na zły wskaźnik EBIDTA za 2019 rok. Dzięki dokapitalizowaniu przez Miasto Żory za zgodą rady miejskiej, otrzymaliśmy środki, które pozwoliły nam przede wszystkim na uregulowanie zaległych zobowiązań. Nie jesteśmy już w bardzo trudnej sytuacji, a jest lepiej, ale to z kolei jest związane z tym, że nie możemy w pełni prowadzić naszej działalności. Jesteśmy w fazie rozmów z pożyczkodawcą na temat restrukturyzacji pożyczki, z uwzględnieniem naszej obecnej sytuacji finansowej.

Otrzymał pan ciężki spadek po poprzedniku…

To prawda, ale nie poddajemy się i robimy wszystko, aby było jak najlepiej.

Spółka została dokapitalizowana kwotą 1,5 mln zł z założeniem, że wystarczy to na dwa miesiące działalności. W marcu jednak nie było kolejnego wniosku o dokapitalizowanie…

Oczywiście. Dwa miesiące były najbardziej pesymistycznym scenariuszem, a sytuacja się ustabilizowała. Najważniejsze jest dla nas uzyskanie przychodów, co mamy nadzieję sukcesywnie będzie następować. Mamy uregulowane zaległości wobec ZUS, Urzędu Skarbowego. Należy podkreślić, że spółka także ma regularne należności wobec miasta. Sama kwota podatku od nieruchomości to ponad 500 tys. zł. Na wynik wpływa też amortyzacja, która w jednostkach budżetowych nie jest naliczana, a w naszej spółce jest ogromna.

A co z Muzeum Ognia, słyszałem o planach sprzedaży obiektu na rzecz miejskiej jednostki?

To w zasadzie nie plan, a już uzgodniona sprawa. Ostatecznie Muzeum Ognia będzie kupione od nas przez Miejski Ośrodek Kultury. Budynek ten w naszej działalności nie generował żadnego zysku, a wyłącznie koszty. Okres trwałości projektu kończy się w kwietniu i wtedy możemy pozwolić sobie na zbycie tego obiektu. Oczywiście pieniądze, które w ten sposób pozyskamy nie będą na „przejedzenie”. Część z nich zasili spłatę pożyczki, a reszta będzie wsparciem dla spółki, aby przetrwać. Sprzedaż obiektu będzie także z plusem dla MOK-u, który zyska nowe możliwości promocji kultury i organizacji wydarzeń.

Powracając do tematu niedokończonej budowy hali koncertowej, czy wie pan na co zostały wydane dodatkowe pieniądze z pożyczki, którą poręczyli radni?

Zarzuca się, że pieniądze z pożyczki się rozeszły. W 2018 roku zarząd wydał na inwestycje 4,5 mln zł, z czego gro było inwestycjami w istniejącą infrastrukturę. Powstały ponadto dwa parki linowe, które kosztowały ponad 1 mln zł. Powstała też strzelnica, również za ok. 1 mln zł. Dodatkowych pieniędzy ze skonsolidowanej pożyczki nie było dużo, ale zostały wykorzystane na inwestycje, choć nie na wspomnianą budowę hali koncertowej czy też atrakcji wewnętrznych. Nie jest moją rolą ocena poprzedniego zarządu, dlatego nie mogę powiedzieć, czy pieniądze te zostały wydatkowane dobrze lub źle. Faktem jest, że były plany na stworzenie w miejscu tej hali ciekawych atrakcji, podobnych nieco do parku Żyrafa w Ostrawie. To pozwoliłoby na wykorzystanie parku nie tylko stricte w sezonie. Mamy projekt na adaptację tego obiektu, więc pewne koszty, choćby dokumentacji, także zostały poniesione. To jeden z wielu pomysłów na ten obiekt.

Widzę u pana duży optymizm i chęć wyprowadzenia spółki na prostą.

Jestem z Żorami związany od lat. Byłem jednym z organizatorów Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. W latach 1991-2001 na terenie miasta Żory tworzyliśmy team organizujący wiele ważnych wydarzeń, jak Międzynarodowe Mistrzostwa Śląska, eliminacje Mistrzostw Europy w piłce ręcznej itd. W 1997 roku jako MOSiR przejęliśmy od kopalni dla miasta obiekt basenu. Jestem z tych co już wiekowi, ale jeszcze mają charyzmę, dlatego liczę na to, że będzie dobrze. Nie można się poddawać.

Rozmawiał Szymon Kamczyk